23.2.08

O równości nieokreślonej istocie.

Równość ludzka, a właściwie międzyludzka - w sensie relacji - jeśli się jej dobrze przyjrzeć, z równością sensu stricte niewiele ma wspólnego.

Faktem jest, że ludzie różnią się, i to różnią się tak bardzo, jak tylko na to pozwala spektrum rozróżnialnych cech. Spektrum raczej nie monochromatyczne (w którym można by się pokusić o jakieś wartościowanie na podstawie bliskości do bieli/czerni) ale raczej podobne do pełnej palety barw, na której każdy punkt ma mniej więcej takie samo znaczenie. "Mniej więcej" dlatego, że za punkty odniesienia na palecie RGB są właśnie R,G i B - i choć na dobrą sprawę to kwestia umowna (aczkolwiek natura coś tu jednak z góry narzuca) to podobne punkty odniesienia można zauważyć w społeczeństwie, umownej palecie barw człowieczych. Na palecie społeczeństwa za punkty odniesienia uważa się jakieś określone, precyzyjne i łatwe do odczytania cechy charakteru, unikając raczej niuansów odcieni.

Mając zatem na uwadze fakt, iż ludzie różnią się, możemy ich rozpatrywać pod kątem jednej konkretnej cechy/barwy, abstrahując od reszty palety. I tak, teoretycznie, otrzymamy elegancki rozkład Gaussa, w którym jest cała rzesza miernoty, mniej więcej podobna ilość przeciętnych średniaków, i nieco wybitnych indywiduów (uó!) i któremu, jak wiadomo i widać, do funkcji stałej bardzo daleko. Co więcej - jeżeli przykładowemu obywatelowi planety na wykresie budowy fizycznej przypadnie niska wartość, nie znaczy to wcale, że gdzie indziej należy mu się wysoka. W przydziale nie ma tu żadnej sprawiedliwości, i suma wartości nie jest taka sama (zresztą, pewnie też rozłożyła by się Gaussem).

Naznęcawszy się już nad tymi oczywistościami, które jednak trzeba mi było podkreślić, czas na puentę: równość w sensie społecznym nie oznacza równości jednostek; oznacza raczej równe szanse wykazania się. A to dlatego, że: (1) osobowość ciężko określić i sprecyzować (2) osobowość daje się zamaskować (3) osobowość daje się zmieniać. Zatem istotą jest nie równość osobowości, a problemy z wartościowaniem, a nawet - olbrzymia odpowiedzialność z nim związana. Zatem, poniekąd unikając tej odpowiedzialności, poniekąd tłumacząc się chęcią bycia fair i w ogóle bliżej Boga i jaśnieoświeconości, postanowiono projekt odgórnego wartościowania jednostek społeczeństwa zarzucić, tłumacząc się nieokreślonością wartości człowieka... i tak powstał Chocapic demokracji, gdzie może i nie jest wcale tak fair, że bardziej zdolni są warci tyle, ile Ci mniej, ale przynajmniej nikt nie brudzi sobie rąk segregacją.

0 komentarze: